Polskie Wampiry – część II

Dziś kolej na część II z serii wpisów „Polskie Wampiry” – zapraszam…

Tutaj znajdziesz najlepsze oferty wyjazdów wakacyjnych z biurem podróży.

Polskie Wampiry – część II

Wampir z Bytomia – Joachim Knychała

Joachim Knychała urodził się w 1952 roku w Bytomiu. Niechlubny przydomek „Wampir z Bytomia” lub „Frankenstein” zyskał dokonując pięciu zabójstw oraz siedmiu usiłowań zabójstw kobiet na terenie Śląska.

Warunki w jakich wychowywał się Joachim Knychała można określić jako patologiczne. Jego babka i matka były Niemkami, a babka z powodu nienawiści do Polaków, znęcała się nad nim psychicznie – nazywając go „polskim bękartem”. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, iż przyczyniło się to do jego nienawiści do kobiet. W wieku 18 lat, Joachim Knychała zostaje skazany na karę trzech lat pozbawienia wolności za udział w gwałcie zbiorowym. Nie przyznaje się do winy. Po wyjściu z więzienia 21- letni Knychała żeni się i płodzi dwójkę dzieci, nigdy nie krzywdząc ich matki, a swojej żony.

Pierwszy atak

Jest listopad 1974 roku 21 – letnia studentka wraca do domu z zabawy. Wchodząc do klatki schodowej nie zauważa mężczyzny idącego za nią – zostaje zaatakowana. Mężczyzna zadaje jej potężne uderzenie młotkiem w głowę od tyłu. Kobieta zostaje oszołomiona, ale przeżywa atak, gdyż ma na głowie gruby beret, który w celu ocieplenia lub zachowania fasonu wyłożyła sobie gazetami. Ma ogromne szczęście, przerażona zaczyna krzyczeć i wzywać pomoc – tym samym płoszy napastnika – morderca ucieka.

Pierwsze morderstwo nie dochodzi do skutku, ale Knychała nie zamierza na tym poprzestać. Wyciągając wnioski z pierwszego napadu postanawia zmienić narzędzie zbrodni – z młotka na siekierę. Następne ofiary nie będą już miały tyle szczęścia co 21 – letnia studentka…

Pierwsze morderstwo

Pierwszą śmiertelną ofiarą „wampira” pada 23 – letnia Stefania M., zaatakowana 15 września 1975 roku w Piekarach Śląskich.

Jest późny wieczór, Joachim wraca właśnie ze zmiany w kopalni. Ma przy sobie schowaną siekierę – zapewne wie już, że ponownie zaatakuje. Nadarza się okazja. Podchodzi do niego młoda kobieta – to Stefania M. Prosi go o pomoc. Właśnie pokłóciła się ze swoim partnerem i prosi Joachima o to, by ją odprowadził na osiedle, na którym mieszkają jej rodzice….kobieta nie wie jeszcze, że zwróciła się o pomoc do mordercy…

Joachim K. atakuje, zadaje swojej ofierze liczne ciosy w głowę. Następnie zaciąga ją w krzaki i obnaża. Podobnie jak w pierwszym przypadku, coś płoszy napastnika. Bezsilna kobieta z licznymi obrażeniami głowy nie umiera od razu. Znajduje ją przechodzeń, który zawiadamia pogotowie – niestety następnego dnia Stefania M. umiera w szpitalu.

Knychała nie ma już odwrotu, napaść z usiłowaniem zabójstwa posłałaby go do więzienia na kilka lat – zabójstwo już zapewne na stryczek, a były to czasy kiedy w Polsce obowiązywał wyrok śmierci. Po tym morderstwie uznaje, że musi na jakiś czas przestać zabijać. Jednak nie na długo…

Kolejne napaści

Jest 10 kwietnia 1976 roku, mija 7 miesięcy od ostatniego ataku… Joachim K. nie wytrzymuje – musi zabić ! W Bytomiu nadarza się okazja…

Jest wieczór 33 – letnia Halina M. wraca do domu tramwajem linii nr 8, następnie przesiada się do linii nr 6. Napastnik obserwuje ją, a następnie podąża za nią do miejsca jej zamieszkania. Kobieta usłyszawszy kroki za sobą odwraca się w stronę napastnika i zasłania rękami – to posunięcie ratuje jej życie. Padające na nią ciosy nie trafiają w głowę. Kobieta krzyczy, czym alarmuje sąsiadów, którzy przybywają na pomoc. Joachim znów ucieka. Napadnięta zostaje przewieziona do szpitala, jej życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo. Jest w szoku i nie potrafi opisać napastnika.

Niespełna miesiąc po napadzie na Halinę, Joachim K. znów atakuje. Tym razem ofiara nie ma tyle szczęścia.

6 maja 1976 rok, 38 – letnia Mirosława S. wraca z pracy, po drodze postanawia odwiedzić znajomych. Jej wizyta kończy się około północy, wychodzi z mieszkania znajomych i udaje się na przystanek tramwajowy – lecz do domu już nie dociera…

Rankiem ciało kobiety znajdują przypadkowi przechodnie. Jej głowa była strasznie zmasakrowana, a ciało obnażone. Sprawca ten sam.

Jest październik 1976 roku, rankiem dochodzi do makabrycznego odkrycia; w bloku przy ulicy Rostka w Bytomiu – znaleziono zwłoki Teresy R. Napastnik podobnie jak poprzednio planuje atak – najpierw śledzi kobietę, a następnie atakuje na klatce schodowej. W wyniku otrzymanych ciosów ofiara nie jest w stanie się bronić lub wzywać pomocy, zostaje zawleczona do piwnicy i tam zabójca masakruje jej ciało. Z powodu zmasakrowania ofiary możemy podejrzewać rosnącą nienawiść do kobiet.

Z kolejnego ataku, który następuje 8 lutego 1978 roku, napadnięta Maria S. uchodzi z życiem.
Kolejne miesiące to kolejne ataki, na szczęście podobnie jak w przypadku Marii S. nie ma wśród nich zdarzeń śmiertelnych.

Trwa to, aż do 31 lipca 1978 roku, kiedy to w Chorzowie Knychała atakuje siekierą dwie dziewczynki, jedna z nich w wyniku odniesionych obrażeń umiera.

Trudno w tej chwili mówić o motywie, atakowane kobiety i dziewczynki nie mają ze sobą nic wspólnego, jednak pojawia się jeden stały element, który wyłapuje milicja. Na podstawie zeznań licznych świadków sporządzony zostaje portret pamięciowy sprawcy. Powołana zostaje specjalna grupa śledcza pod kryptonimem „Szóstka”. Stałym elementem, który łączy ataki na kobiety i dziewczynki jest miejsce w pobliżu, którego były dokonywane, czyli linia tramwajowej numer 6.

Przełom

Grupa operacyjna „Szóstka” złożona z siedmiu doświadczonych milicjantów, była w stanie, na podstawie zeznań napadniętych kobiet stworzyć dokładny portret pamięciowy i rzeźbę – manekin ubrany w podobną odzież jak napastnik. A to z kolei miało być znacznym ułatwieniem w identyfikacji sprawcy. Opis napastnika mówił o młodym, szczupłym mężczyźnie z długimi, gęstymi włosami. Ponieważ znane jest miejsce łączące zbrodnie – milicja liczy na przełom. Zaczęto przeszukiwać miasto, próbowano wykorzystać linię tramwajową nr 6, przesłuchiwano mężczyzn skazanych za czyny lubieżne.

Żadne z tych działań nie przynosi rezultatu, na domiar złego, pomimo posiadania portretu pamięciowego i manekina, ubranego podobnie jak napastnik – 23 czerwca 1979 roku zaatakowane zostają dwie dziewczynki 10 – letnia Kasia W. i 11 – letnia Halinka S.

Kasia i Halinka wybrały się rowerami do lasu na jagody. Joachim K. podążył za nimi i zaatakował. Zadał dziewczynkom kilkanaście ciosów siekierą. Dopiero na drugi dzień nad ranem przypadkowy przechodzeń natrafia na obnażone ciała dziewczynek. W wyniku niesamowitego szczęścia, pomimo poważnych obrażeń Kasia dzięki akcji milicji i lekarzy przeżywa atak, aby później dokładnie opisać sprawcę, lub osobę, którą uważała za sprawcę, gdyż opisuje milicjanta, który ją ratował – Przełom był bliski. W związku z tym napadem powołano specjalną grupę operacyjną pod nazwą „Frankenstein”.

Pierwsze aresztowanie

We wrześniu 1979 roku Joachim Knychała zostaje zatrzymany przez milicję, gdyż pasuje do opisów sporządzonych przez ofiary, które przeżyły spotkanie z „Wampirem”. Sprawa wydaje się być zakończona – opis pasuje – jednak podejrzany ma żelazne alibi. W czasie kilku z morderstw miał przebywać na szychcie(na zmianie) w kopalni – kilka metrów pod ziemią, a dowodem na to były odbite karty pracownicze wpisane na listę obecności. Po kilku latach okaże się, że któryś z kolegów odbijał jego kartę, kiedy sam zainteresowany odbierał nadgodziny i planował kolejną napaść. Na ten czas jednak przedstawione alibi wystarcza, aby został wypuszczony.

Morderstwa ustają na dwa lata, po wprowadzeniu stanu wojennego milicja była inaczej zaangażowana – w co, wiemy z historii.
„Wampir” daje o sobie znać znów w 1982 roku. Ofiarą tym razem pada 17- letnia siostra jego żony – Bogusława L., a jednocześnie jego kochanka. Ich romans trwał już od jakiegoś czasu, Bogusława ma dość tajemnic, chce mieć Joachima tylko dla siebie, postanawia wyjawić prawdę siostrze. W ten sposób pieczętuje swój los, nie wiedząc co jej grozi – wysuwa groźby w kierunku osoby, której nie obce było odebrać życie kobiecie.

Tym razem jednak Knychała planował upozorować nieszczęśliwy wypadek. Po zadaniu ciosu kilofem w głowę, zadzwonił na pogotowie twierdząc, że kobieta potknęła się i upadła. Sekcja zwłok wykazała jednak coś co nie mogło mieć miejsca podczas upadku – uderzenie z dużym impetem ostrym narzędziem. Znaleziono również ślady nasienia na bieliźnie ofiary, co nie było niezwyczajne w przypadku kochanków.

Kilka dni później Knychała zostaje aresztowany na pogrzebie swojej szwagierki/kochanki Bogusławy. Nie przyznaje się do winy, zostaje poddany badaniu z wykrywaczem kłamstw. Wariograf wykazuje znaczne anomalie w odpowiedziach nie tylko na temat zabójstw, ale również przy pytaniach kontrolnych. Wkrótce morderca „pęka” i przyznaje się do wszystkich zarzucanych mu czynów. Zna szczegóły morderstw z lat siedemdziesiątych, a w jego mieszkaniu milicjanci znajdują narzędzie zbrodni – siekierę, kurtkę ze śladami krwi (to jeszcze nie czas badań DNA) oraz rzeczy należące do ofiar.  Więcej nie potrzeba, po 7 usiłowaniach i 6 morderstwach, 19 kwietnia 1984 roku ogłoszony zostaje wyrok – kara śmierci przez powieszenie.

Joachim Knychała w wieku 33 lat kończy swój żywot rok później w październiku.

Fakt zostawienia narzędzia zbrodni i rzeczy należących do ofiar w domu, mógłby sugerować brak planowania i spontaniczność napadów. Wiemy jednak, że Knychała planował napady tak, aby mieć alibi. Po śmierci „wampira” jego żona i dwójka dzieci dostają nowe nazwisko i wyprowadzają się z Piekar Śląskich.

Dobrze się stało, iż zapadł właśnie taki wyrok i został wykonany. „Wampir z Bytomia” zapewne dalej by zabijał i nikt by go nie zmienił, gdyż on z morderstw właśnie czerpał przyjemność.

Justa 2018

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (3 votes cast)
Polskie Wampiry - część II, 10.0 out of 10 based on 3 ratings
Tutaj znajdziesz najlepsze oferty wyjazdów wakacyjnych z biurem podróży.